Jak śpiewają w Dorze: Tak, tak! Yes, we did it! To sukces!
Póki co pokazuje Wam na surowo, bo na torbę pomoże mi go naszyć mama (niestety nie mam doświadczenia w tym temacie). Wzór wzięłam z pinterestu (już widzieliście tego konia na jednej kartce), i wszyściutko wyszyłam i wymalowałam sama. Dumna jestem z niego i poza bolącym karkiem (wyszywałam po 6 godzin dziennie) odczuwałam przy pracy mnóstwo satysfakcji.Teraz znowu nie będę miała Wam co pokazywać , bo ostatnio skończyłam prace, które muszę poczekać na podarowanie się nim je pokaże. A nad nowymi karteczkami nie mam kiedy pracować, bo wymyśliłam, że trzeba przewietrzyć magazyny i wywlekłam wszystkie ciuchy Olka, które nachomikowałam przez te 4 lata. Możecie je pooglądać i przygarnąć Tu :) To tylko zrzut z pierwszego dnia. A jak widzę zapchane kąty to jeszcze ze dwa dni i drugie tyle aukcji czeka.
Pozdrawiam Was ciepło i idę odetchnąć od ciuchów i komputera.